piątek, kwietnia 16, 2010

niy klapło

w tumanach pyłu z eyjafjöll (nomen omen 1666 m n.p.m.) rozrzedza się atmosfera ojczyzny. społeczeństwo zadaniowe z dnia na dzień coraz bliżej upodabnia się do orwellowskiego świata. fej-zbuki palą wosk binarny albo korzystając ze swej
władzy absolutnej klawiatury jadem jadą.
filozofowie nie stracili w tej narodowej martyrologii umiłowania do nauki
i przypominają, iż mitologizowanie działań i ludzi, które nie miały miejsca,
zbliża do załamania podstawy etyki. przez cztery lata elektorat świętej pamięci profesora działał w konspiracji - nikt nie chciał przyznać się, że głosował.
od tygodnia odnoszę wrażenie, że ktoś sfałszował wybory,
a nieszczęśliwym zbiegiem uśmiercony wygrał w cuglach
w 1. turze osiemdziesięcioma paroma procentami co najmniej.

ani mnie to ziębi, ani grzeje. mój "nadbalast" empatii pozwala mi przeżyć
katastrofę bez klikania, wystawania w kolejkach i wykrzykiwania haseł i opinii,
które nijak mają się do mojego światopoglądu, ale które dobrze teraz mieć na ustach. szkoda jak jasna cholera tylu profesjonalistów , szkoda ludzi tak jak każdego człowieka, któremu raz Najwyższy dał tlen w płuca.

i nagle wszyscy zauważyli patriotę. a jak mógł nim nie być?
poza tym bardzo zgrabnie - w przeciwieństwie do mojego chaosu słów - wyraził się nt. vontrompka.
a dzisiaj piątek; w krk malują trawę i prostują drogi, maluczcy truchleją w skojarzeniach apokaliptycznych, a my po pracy ładujemy się do danielki. ten łykend w miejscu, gdzie komórki nie mają zasięgu, nie ma telewizora i netu będzie więc jeszcze atrakcyjniejszy (: za to mamy piec kaflowy w kuchni, potężne dwa gary, gdzie od wczoraj robią bigos i żur na czterdzieści pysków i mamy TO - ot, tak - tak!

chwała poległym żołnierzom!



kochany kraj.
"naród dobry, tylko ludzie chuje". j. piłsudski.

równie udanego wszystkim
ęhę (: