piątek, marca 18, 2011

na dniach ten dzień


wiosna za winklem. trochę nonszalancko parę dni temu objawiła się to tu, to tam. wczoraj w pracy zmaterializowaliśmy marzannę; biedaczka ma łuskę z lugera 8mm w głowie i całe jestestwo przygotowane na dobre palenie: papier i szmaty. jest pejoratywna do łyka sztyla i nie ma szans na uchylenie się przed nienawiścią do odchodzącej zimy - zupełnie bezbarwnej w tym roku, jak mało kiedy wcześniej. gdyby nie składanki isos, byłaby do tego mroczniejsza. jedynym przyjemnym akcentem tegorocznej zimie były spacery po plaży (odnoszę się tylko do aury!). ech! (:

wieczorem pakuję romana do plecaka i rano śmigam do malmo. wszyscy pukają się w czoło, ale w końcu nikt nie potwierdził, że nie spotkam wiosny w skanii. najwyżej sobie uszy odmrożę. mam 3 dni na przedostanie się do kopenhagi nad sundem. drżyjcie żurawinopijcy!